Pogoń Szczecin w środku afrykańskiej wioski? TAK! [WYWIAD]

0
fot: FB Hanys on tour

Dziesiątki dzieciaków w środku dzikiej Afryki w koszulkach Pogoni Szczecin? Tak, a wszystko to dzięki Marcinowi Kupczakowi, wolontariuszowi z Polski, który w Afryce nie tylko uczy gry w piłkę, ale też ulepsza jakość życia lokalnych  społeczność. Pan Marcin działając w takich krajach jak: Uganda, Kenia czy Tanzania stworzył dla dzieciaków nie tylko boiska do gry w piłkę, ale także wyposażył ich w profesjonalny sprzęt piłkarski współpracując m.in. z Pogonią Szczecin. Teraz chce wyremontować szkołę i stworzył w tym celu zbiórkę, którą mogą państwo wesprzeć POD TYM ADRESEM.

Skąd się wziął taki pomysł? Co skłoniło Pana Marcina do wyjazdu do Afryki? Jak prawie stracił nogę przez afrykańskie pszczoły, oraz dlaczego to robi za darmo? Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Panem Marcinem, który relacjonuje swoje wyprawy na Facebook-u zwany jako Hanys on tour.

Co skłoniło Pana do tego, żeby odwiedzić Afrykę i zacząć działać na rzecz lokalnej społeczności?

Wszystko zaczęło się w 2017 roku, kiedy po raz pierwszy wyleciałem do Ugandy, gdzie prowadziłem zajęcia sportowe dla dzieci i młodzieży. Skąd to się wzięło? Jestem absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach, a piłka nożna była obecna
w moim życiu od zawsze. Dużo podróżowałem, a Afryka została jedynym kontynentem,
na którym nie byłem. Moim celem nie była turystyka, tylko realizowanie swoich pasji poprzez m.in. prowadzenie zajęć sportowych dla dzieci i młodzieży.

Nie tylko w Ugandzie prowadził Pan zajęcia sportowe?

W 2018 roku poleciałem do Kenii, gdzie zrealizowałem projekt w połączeniu z polskimi klubami sportowymi. Zorganizowałem dla lokalnej społeczności rozgrywki „mini piłkarskiej polskiej ligi” dla dzieci w Kenii przy udziale 13 polskich klubów m.in. Pogoni Szczecin, Lecha Poznań, Legii Warszawa, Piasta Gliwice, czy Ruchu Chorzów. W akcję włączył się również Polski Związek Piłki Nożnej.

Pod koniec 2018 i 2019 roku wybrałem się do Tanzanii. Tam realizowałem projekt, który polegał na budowaniu boisk piłkarskich dla dzieci. Powstało kilka, w tym jedno pełnowymiarowe boisko przy jednej z miejscowych szkół. Zrobiliśmy także bramki,
a ja cały czas prowadziłem zajęcia nie tylko z piłki nożnej, lecz również z innych dyscyplin sportowych.

Pod koniec kwietnia 2021 roku przyleciałem ponownie do Tanzanii. Tym razem miałem przyjemność zobaczenia jak wygląda Akademia Piłki Nożnej w Ugandzie prowadzona przez Inter Mediolan – jeden z bardziej znanych włoskich klubów na świecie.
W tej Akademii jest ok 100-150 dzieci, a całość przedsięwzięcia finansowana jest przez włoski klub.

Z racji tego, że stawiam sobie w życiu wysokie cele, to moim marzeniem zawsze było stworzenie dla dzieciaków Akademii w kooperacji z jakimś polskim klubem. Wiadomo,
że w Polsce to wszystko wygląda inaczej, zarówno pod względem organizacyjnym, marketingowym, jak i finansowym. Od 2017 roku współpracuję
w tej materii m.in. z Pogonią Szczecin. Zawsze mogę liczyć na wsparcie klubu
w postaci piłek, koszulek czy różnych materiałów edukacyjnych. Obecnie jestem w Tanzanii
i jak widać na zdjęciach dzieciaki już ganiają w koszulkach Pogoni.

Jaki cel przyświeca Pańskiej działalności?

Największym moim założeniem było pokazać, że jeżeli ktoś ma jakieś marzenia, cele, pasje i coś sobie postanowi to wszystko jest możliwe. Czasem wymaga to sporo poświęceń, ale wszystko da się przezwyciężyć. To, że projekty takie jak akademia piłkarska realizują kluby z milionowymi budżetami, nie oznacza, iż niemożliwe jest stworzenie podobnej inicjatywy. Wiadomo, że nie będzie to na taką skalę, ale chcę udowodnić, że „chcieć, znaczy móc.”

Jak wyglądało nawiązywanie współpracy z lokalnymi społecznościami? Czy potrzebował Pan „przewodnika” lub kogoś kto wprowadzi Pana w ich życie?

Tak na dobrą sprawę to pierwszy raz do Ugandy wyleciałem, ponieważ znalazłem ogłoszenie jednej z małych Akademii Piłkarskich na portalu łączącym osoby, które chcą wyjechać na jakiś projekt i organizacje, które taki projekt realizują, więc na dobrą sprawę pierwszy raz do Ugandy poleciałem w ciemno. Będąc na miejscu poznałem jednak sporo ludzi, nawiązałem bardzo dużo kontaktów, dzięki czemu kolejne wyjazdy nie były problemem. Lecąc w 2018 roku do Kenii miałem na miejscu już poznaną wcześniej osobę,
dzięki czemu mogłem prowadzić zajęcia sportowe krótko po przylocie do Afryki. Po powrocie z Kenii do Polski napisał do mnie mój znajomy, że ma znajomego księdza w Tanzanii, który również jest fanem piłki nożnej i że jeżeli nawiążemy kontakt to na pewno się dogadamy. Wszystko działa na zasadzie „znam kogoś, kto prowadzi coś takiego i pomoże Ci w zrealizowaniu projektu. Obecnie uczę się języka Suahili, więc na pewno też pomaga mi to w nawiązywaniu nowych znajomości wśród lokalnej społeczności.

Jak odebrali Pana i Pańską inicjatywę mieszkańcy – dzieci i ich rodzice?

Muszę przyznać, ze to też była dla mnie zagadka. Jak to będzie? Jak mnie przyjmą? Czy będzie dla kogo prowadzić te treningi? Po pierwszych zajęciach moje wątpliwości zostały rozwiane. Od lokalnego trenera dostałem informacje, że na zajęcia przychodzi około 15 dzieci. W praktyce okazało się, że tych dzieciaków przyszło prawie 40! Uważam, że dobrą robotę zrobił tutaj sprzęt sportowy, jaki otrzymałem m.in. od Pogoni Szczecin. Normalne piłki, a nie te zrobione z liści bananowca, zrobiły różnicę, dzięki czemu frekwencja była bardzo, bardzo duża. Często zdarzało się tak, że niektórzy uczestnicy zajęć musieli przejść ok. 6 km z innej wioski, aby dotrzeć na ćwiczenia. Takie obrazki były dla mnie bardzo mocno budujące i to było potwierdzeniem dla mnie, że powinienem dalej to robić, pomimo tego, że moje początki w Afryce były bardzo trudne ze względu m.in. na różnice kulturowe. Jeżeli chodzi o odbiór moich działań, to lokalna społeczność bardzo pozytywnie mnie odebrała. Powiedzmy sobie szczerze, jeżeli dzieciaki nie mają nawet możliwości chodzenia do szkoły i pojawia się nagle jakiś dziwny gość, z dalekiego kraju, który chce coś dla nich robić, prowadzić je i oferować im swój czas, to odzew musiał być bardzo mocno pozytywny. Myślę, że nie brakowało głosów typu „co ten białas robi z naszymi dzieciakami”, zdarzały się krzywe spojrzenia, ale suma summarum uważam, że moja inicjatywa została odebrana bardzo pozytywnie.

Jakie były założenia Pana projektu? Czy według Pana zostały one spełnione?

Moim zdaniem założenia zostały spełnione. Pierwszy wyjazd do Ugandy w 2017 roku to były początki. Wtedy tylko prowadziłem zajęcia sportowe dla dzieci, młodzieży oraz dla lokalnych drużyn. W 2018 roku to był już większy projekt, który miał na celu stworzenie ligi rozgrywkowej dla  dzieci i młodzieży z Kenii. Ten projekt został zrealizowany pomimo początkowych trudności. Kolejnym projektem, tym razem w Tanzanii, było wybudowanie boiska. Przedsięwzięcie zakończyło się ogromnym sukcesem, ponieważ pierwotnie zakładaliśmy, że powstanie jeden obiekt sportowy, a ostatecznie udało nam się stworzyć
aż trzy. W 2019 roku mój pobyt w Tanzanii zrobił się problematyczny, ponieważ trafiłem
do szpitala z powodu użądlenia przez pszczoły afrykańskie. Groziła mi amputacja nogi, ale na szczęście udało mi się trafić do dobrego szpitala, po czym przeszedłem operację w Tanzanii, a następnie rehabilitację w Polsce. Prognozy lekarzy nie napawały optymizmem. Groziła mi całkowita niemożność kontynuacji gry w piłkę oraz przerwanie mojego aktywnego stylu życia. Dopiero po kilku miesiącach udało się wrócić do zdrowia. Obecny wyjazd jest dla mnie swego rodzaju zwieńczeniem i podsumowaniem tego
o czym wcześniej mówiliśmy, że nie należy się poddawać, nie należy rezygnować  ze swoich marzeń. To co aktualnie robię, czyli prowadzenie zajęć w szkole, w której dzieci są
w koszulkach Pogoni, daje mi satysfakcję i siłę. Wychodzę z założenia, że zawsze można zrobić więcej, dlatego powstała zrzutka na remont szkoły, w której mam okazję uczyć. To nie chodzi o jakieś wielkie przedsięwzięcie tylko zapewnienie podstawowych potrzeb, bo jak widać na zdjęciach sytuacja wygląda bardzo kiepsko. Jeżeli uda się ten remont ogarnąć, będę zadowolony z moich wyjazdów w 100%.

Czy Pan również był nauczycielem w tej szkole?

Tak, prowadziłem zajęcia w początkowych klasach. To były proste rzeczy, sylaby, liczby  niewymagające jakiejś większej wiedzy. Wystarczy trochę chęci, zaangażowania i można spokojnie przy pomocy innych nauczycieli dać sobie radę. W głównej mierze jednak skupiałem się na zajęciach sportowych.

Na czym polega liga o której Pan wspomniał?

Pomysł ligi był bardzo prosty. W Afryce dzieciaki nie mają dostępu do profesjonalnego sprzętu treningowego, zaczynając od piłek, koszulek treningowych czy pachołków. Postanowiłem skontaktować się z polskimi klubami sportowymi, by przedstawić swój pomysł. Wówczas zaproponowałem, że poza prowadzeniem zajęć piłkarskich zorganizuję taką swego rodzaju „polską ligę dla dzieciaków” polegającą na podzieleniu dzieci na drużyny 6-osobowe. Każda drużyna później występuje
w koszulkach określonego klubu sportowego, którego udało mi się uzyskać sprzęt.

Jak poszło w lidze afrykańskiej „Pogoni Szczecin”?

Mecze były bardzo wyrównane. Otrzymałem wsparcie od 13 klubów sportowych, a stroje były różne według rozmiarów – dla młodszych i dla starszych dzieci.
Z tego względu stworzyliśmy też ekipę „Pogoni Szczecin” dla młodzieży ze szkoły średniej, w której prowadziłem również zajęcia dla dziewczyn i akurat im trafiły się stroje Pogoni Szczecin.

Wspomniał Pan wcześniej o polskim duchownym, który Panu pomógł. Czy inne instytucje świeckie, kościelne czy rządowe (ambasady, konsulaty) jakoś pomagały Panu w przeprowadzeniu projektu?

Nie, nie, nie (śmiech)… niestety nikt z tych instytucji o których pan wspomniał  mi nie pomagał. To by było zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Pomoc dostałem od duchownego na miejscu. Nie miałem gdzie się zatrzymać, nie miałem gdzie spać i co jeść. Na dobrą sprawę nie miałem niczego co potrzebne, żeby tutaj działać, więc to bardzo mocno pomogło i ze spokojną głową mogłem się skupić na prowadzeniu zajęć i lekcji w szkole dla dzieciaków. Dzięki temu co otrzymałem, mogłem skupić się na pracy.

Na stronie zrzutki można znaleźć w opisie sformułowanie „Na zakończenie mojej pięcioletniej przygody z Afryką…”. Czy ma Pan zamiar prowadzić podobne projekty w innych w innych częściach świata?

Oj…powiem Panu, że wynika to niestety z pandemii Covid19 jaka panuje obecnie na świecie. Bardzo martwi mnie fakt, że to jest ostatni wyjazd, że nie uda się zostać na stałe, bo taki był na początku plan. Nowe restrykcje i funkcjonowanie jest o wiele bardziej utrudnione niż przed pandemią.  Wcześniej wystarczyło kupić bilet i przylecieć, a sytuacja w której się teraz znajdujemy to jest główny powód tego, że najprawdopodobniej (co stwierdzam z bólem serca)  moja 5-letnia przygoda zostanie zakończona.

Czy na zakończenie naszego wywiadu chciałby Pan coś dodać od siebie?

Warto mieć marzenia, warto mierzyć wysoko w życiu, pomimo, że niektóre cele pozornie zdają się niewykonalne. Warto w życiu wierzyć w sukces do samego końca i to staram się tutaj właśnie robić, podczas tych wyjazdów. Mnie najbardziej cieszyło w tym wszystkim to, że odzew na moją propozycję współpracy ze strony klubów był jak najbardziej pozytywny. Nie było sytuacji w której ktoś odmówiłby pomocy, dlatego, że pomógł mi ich rywal. Kooperacja ponad podziałami w celu spełnienia nadrzędnego celu jakim jest pomoc tym biednym ludziom. Coś pięknego!  Daje mi to bardzo dużo pozytywnej energii oraz wiary w to, że jeszcze może być normalne.

Dziękujemy za wywiad oraz serdecznie pozdrawiamy!

Również serdecznie dziękuję i pozdrawiam z gorącej Tanzanii!

Serdecznie zapraszamy do wsparcia zbiórki. Brak właściwej edukacji jest powszechnym problemem w krajach trzeciego świata. Pan Marcin chce polepszyć choć trochę warunki do nauki dla najbiedniejszych. Serdecznie zapraszamy do wsparcia pod TYM ADRESEM.

POLECAMY TAKŻE

Skomentuj artykuł!
- Bezpłatna pomoc prawna -Bezpłatna Pomoc Prawna na Pomorzu Zachodnim

SKOMENTUJ:

Wpisz swój komentarz
Wpis swoje imię