1 sierpnia 1944 roku rozpoczęła się nierówna walka z niemieckim okupantem. Dzięki silnej woli i wierze w wolną Polskę, powstańcom udało się utrzymać 63 dni na polu bitwy. Mimo braku broni i pomocy „sojuszników”.
Akcja „Burza”
Akcja „Burza” to szereg działań wojskowych podjętych przez Armię Krajową i wymierzonych w oddziały niemieckie w końcowej fazie okupacji. W rzeczywistości najbardziej przysłużyła się Związkowi Sowieckiemu, który cierpliwie czekał na wykrwawienie się Niemców i Polaków. Trafnie ocenił ją major Zygmunt Szendzielarz, który odmówił wzięcia udziału w operacji „Ostra Brama”, czyli wyzwalaniu Wilna spod okupacji niemieckiej i występowaniu przez wkraczającymi Sowietami w roli „gospodarza”. „Niech mnie historia osądzi, ale nie chce, żeby kiedykolwiek nasi żołnierze byli wieszani na murach i bramach Wilna” – powiedział wtedy legendarny „Łupaszko”. Po zakończeniu operacji większość dowódców Wileńskiego Okręgu AK została aresztowana przez Sowietów.
Przez całą wojnę walczyliśmy tylko z jednym wrogiem, zapominając niemal zupełnie o drugim, być może groźniejszym. O wrogu, który napadł na nas 17 września 1939 roku i zamordował dziesiątki tysięcy naszych obywateli – w tym oficerów Wojska Polskiego – w lesie katyńskim. Niewielu było zwolenników koncepcji, by pozwolić Niemcom wykończyć Związek Sowiecki, a następnie Anglosasom rozbić III Rzeszę. Jednym z nich był Komendant Główny AK Stefan Grot-Rowecki, który w 1940 roku w rozkazie do komendantów wschodnich pisał: „Najwygodniejszym dla nas rozwiązaniem byłoby, gdyby Niemcy, zaatakowawszy Rosję, zniszczyli jej siłę militarną”.
Powstanie Warszawskie
Największym wystąpieniem zbrojnym w ramach akcji „Burza” było oczywiście Powstanie Warszawskie. Generał Rowecki był jemu przeciwny, jednak w 1943 został aresztowany przez Niemców. Nowy naczelny wódz, Kazimierz Sosnkowski – który objął tę funkcję po zmarłym w katastrofie lotniczej Władysławie Sikorskim – również nie widział pozytywów wybuchu powstania.
„Tego nie rozumiem. Jeżeli Rosjanie wtargną do Polski jako nowy zaborca i okupant, a wszystko wskazuje na to, że tak będzie, jaki sens może mieć wzmożenie walki z Niemcami? Ściągniecie tylko na ludność i wojsko jeszcze większe represje i ofiary” – powiedział przybyłemu z kraju kurierowi AK Janowi Nowakowi – Jeziorańskiemu.
Szczególnie, że sprawa polska była przesądzona już na przełomie listopada i grudnia 1943 roku, kiedy to na spotkaniu „Wielkiej Trójki” w Teheranie, USA i Wielka Brytania zobowiązały się do oddania Polski w ręce ZSRR.
Następca gen. Roweckiego, Tadeusz Bór – Komorowski, zdawał sobie sprawę z niemożności powodzenia powstania. „W obecnym stanie przeprowadzenie powstania, nawet przy wybitnym zasileniu w broń i współdziałaniu lotnictwa i wojsk spadochronowych, byłoby okupione dużymi stratami” – pisał 14 lipca w depeszy do naczelnego wodza. Mimo to, wydał rozkaz do zrywu. A na żadne wsparcie nie mogliśmy liczyć, były to tylko pobożne życzenia.
Naczelny wódz Kazimierz Sosnkowski bezpośrednio przed wybuchem powstania zalewał stolicę depeszami, w których stanowczo sprzeciwiał się podejmowaniu akcji zbrojnej. Jego słowa jednak albo były ignorowane, albo w ogóle nie trafiały do kraju. Wysłał też do Polski gen. Leopolda Okulickiego, który miał za wszelką cenę powstrzymać powstanie. Przed wyjazdem wyjaśniał mu, że Polska została sprzedana i należy ratować biologiczną substancję narodu. Emisariusz jednak postąpił zupełnie na odwrót i zaczął namawiać Komedę Główną AK do podjęcia walk.
Wieczna chwała
W powstaniu warszawskim życie straciło ok. 200 tys. Polaków, a stolica została obrócona w pył. Straciliśmy kwiat polskiej młodzieży i największych polskich patriotów. Ludzi ci byli gotowi do największych poświęceń za wolną Ojczyznę, a ich największą siłą była wiara. Wiara w Polskę, w wolność, w Boga. To ona pozwoliła im utrzymać się 63 dni na polu bitwy, w zupełnie niesprzyjających warunkach. Bez broni i pomocy „sojuszników”.
IM należy się wieczna pamięć i chwała.



















