Rozmawiamy z Julią Sanecką – reprezentantką Polski w triathlonie, 3-krotną medalistką Pucharu Europy oraz wielokrotną mistrzynią i medalistką Mistrzostw Polski na co dzień reprezentującą barwy Delfa Gryfino.
Red: Julia, powoli rozpoczyna się kolejny już sezon w Twojej karierze. Jesteś już po pierwszym starcie w Mistrzostwach Polski w Duathlonie. Jakbyś go oceniła? Co poszło dobrze, a nad czym trzeba jeszcze popracować?
J.S.: Ten start był przeze mnie traktowany jako kontrolny. Wraz z trenerem chcieliśmy zobaczyć, gdzie treningowo się znajduję. Było to dość ważne, ponieważ przez 5 miesięcy nie biegałam ze względu na kontuzję ścięgna Achillesa. Nie przygotowywałam się specjalnie do tego wyścigu, ale jestem zadowolona z pierwszego biegu. Uzyskałam czas 17:55 na 5km także myślę, że jak na 5 miesięcy przerwy w treningach biegowych jest to dobry czas. Jeśli chodzi o rower to większość trasy jechałam sama, co nie było łatwym zadaniem (mocno wiało). Na ostatnich 2,5km ostałam złapana przez grupkę dziewczyn jadących za mną. Często mówi się, że na pierwszych startach w sezonie różnie bywa i nie wiadomo czego się spodziewać, ale można powiedzieć, że troszkę zabrakło mi szczęścia. Nie poszła mi druga strefa zmian, gdyż jedna dziewczyna powiesiła rower na moim miejscu. Przez to musiałam wpychać rower na siłę, nie łamiąc przy tym przepisów. W związku z czym wybiegłam ze strefy zmian ostatnia, około 20 sekund po wszystkich. Ostatnie 2,5km biegu nie wystarczyło, żeby dogonić. Podsumowując cieszę się, że mogłam zobaczyć w jakim miejscu jestem i nad czym pracować, a na ściganie się w pełnej dyspozycji jeszcze przyjdzie czas.
Red: Mistrzostwa o których mówiliśmy przed chwilą odbywały się w odmianie Twojej dyscypliny (bieg- rower- bieg). Ile mniej więcej razy startujesz w ciągu sezonu w swojej koronnej dyscyplinie, jaką jest triathlon?
J.S.: W normalnym sezonie, nie licząc tych „covidowych”, jest to około 12 wyjazdów na zawody, ale samych wyścigów troszkę więcej. Zazwyczaj mam kilka startów w Pucharach Europy. Następnie w zależności od uzyskanych kwalifikacji Mistrzostwa Europy oraz Świata, na których mamy również wyścigi sztafet. Na dystansach Supersprint rozgrywane są również półfinały (mamy wtedy 2 wyścigi z jednym dniem przerwy pomiędzy + sztafety dzień po finale). Z wyścigów krajowych składają się na to 3 starty w Mistrzostwach Polski na dystansach: Supersprinterskim (0,4km- 10km- 2,5km), sprinterskim (0,75km- 20km- 5km) oraz olimpijskim (1,5km- 40km- 10km). Mistrzostwa Polski na Supersprincie dla Elity odbyły się pierwszy raz w ubiegłym roku. Zobaczymy, jak to będzie w kolejnych latach.
Red: Na którym z tych dystansów czujesz się najlepiej?
J.S. Myślę, że na Sprincie. Jest to dystans, na którym rywalizowałam najczęściej. Trwa on mniej więcej godzinę, więc jest dość długi, ale dalej bardzo dynamiczny. Wszystkie Puchary Europy w jakich rywalizowałam odbywały się właśnie na tym dystansie. Najlepiej go czuję.
Będąc członkiem kadry narodowej dość często jeździ się na zgrupowania. Z racji specyfiki sportu jakim jest triathlon zgrupowania takie odbywają się zazwyczaj w ciepłych krajach. Powiedz nam, ile treningów dziennie realizujesz zazwyczaj na takich obozach?
J.S. Jak jedziemy na taki obóz to zazwyczaj trenujemy 2-3 razy dziennie. Prawie codziennie rano mamy pływanie. W tym sezonie przygotowawczym było to od poniedziałku do soboty o godzinie 7. Około 12 odbywał się trening rowerowy lub biegowy w zależności od dnia treningowego i od pogody. Koło godziny 17 odbywał się trening rowerowy lub biegowy w zależności od tego, jaki był wcześniej. Poniedziałki i piątki były zazwyczaj luźniejszymi, odpoczynkowymi dniami w które mieliśmy dodatkowo siłownie. Trening na siłowni odbywał się bezpośrednio po porannym pływaniu. Wieczorem wedle uznania odbywaliśmy trening rowerowy albo biegowy, który zazwyczaj był krótki i luźny.
Red: Jak często jeździsz na takie zgrupowania, ile zazwyczaj one trwają?
J.S. W tym sezonie było to naprawdę długo, ponieważ przez pół roku mieliśmy wynajęte apartamenty w Hiszpanii. Tak naprawdę nawet jeśli zgrupowanie oficjalnie się skończyło, to mieliśmy możliwość pozostania na miejscu dłużej i trenowania w lepszych warunkach pogodowych samemu. Zazwyczaj takie zgrupowania trwają od 2 do 3 tygodni. Ja w tym roku byłam na trzech takich zgrupowaniach. Powołania na takie zgrupowania zależą przede wszystkim od kryteriów spełnionych w testach i wyników uzyskanych w ubiegłym sezonie.
Red: Czy trenowanie poza obozami różni się znacznie od tego, co robisz będąc w domu?
Red: J.S. Różni się ze względu na to, że jadąc na obóz jadę tam tylko i wyłącznie po to, żeby trenować. W domu dochodzą inne obowiązki. Trzeba studiować, wyprowadzić psy, pomóc w domu, ugotować obiad. Podczas obozów kadrowych też często gotujemy sobie sami, ale jest tam dużo mniej obowiązków niż na co dzień. Będąc w domu trenuje raczej 2 razy dziennie. Plan dnia podporządkowany jest pod sport, ale skupiam się również na innych rzeczach niż sam trening.
Red: Jak wspomniałaś jesteś również studentką. Jak udaje Ci się łączyć naukę ze swoim trybem życia?
J.S. Posiadam Indywidualny Plan i Program studiów dzięki temu, że mam Mistrzowską Klasę Sportową. W związku z czym mogę sama przed rozpoczęciem semestru ustalić, ile przedmiotów chcę zaliczyć w tym roku. Mam możliwość ustalić z wykładowcami indywidualne terminy egzaminów tak, żeby nie kolidowały z wyjazdami na zawody i obozy.
Red: Biorąc pod uwagę, że wielu studentom ciężko przychodzi zaliczenie przedmiotów w normalnym trybie można powiedzieć, że jesteś bardzo zdyscyplinowana.
J.S. Powiem szczerze, że czasem ciężko jest się zmotywować, tym bardziej mając 2-3 treningi dziennie. Wiadomo jednak, że trzeba pomyśleć i o tym. Myślę, że we względzie mogłoby być lepiej, ale staram się nad tym pracować.
Red: Skoro jesteśmy już przy temacie dyscypliny. Czy w życiu profesjonalnego sportowca jest czas na to, aby czasem trochę ją zmniejszyć?
J.S. Myślę że najważniejszy jest balans, co zaczynam odkrywać na nowo. Jednak po każdym sezonie jest około 3- tygodniowy okres roztrenowania, podczas którego robię wszystko dla przyjemności. „Trening” w tym okresie jest tylko po to, żeby trochę się poruszać (idę, bo chcę i lubię. Nie jest to budowanie formy). W tym okresie głównie odpoczywam i robię to, na co nie mam czasu w ciągu sezonu przygotowawczego. Częściej wychodzę na spotkania ze znajomymi, próbuję innych sportów typu ścianka wspinaczkowa. Wiadomo jednak, że w wakacje też można pójść na imprezę. Po prostu wracam wtedy wcześniej. Tak też można się bawić.
Red: Wracając jednak do sportu. Wiele razy reprezentowałaś Polskę na zawodach międzynarodowych. Czy jesteś w stanie opisać uczucia towarzyszące startom z orłem na piersi?
J.S. Jest to ciekawe pytanie ze względu na to, że kiedy pojechałam na moje pierwsze Mistrzostwa Europy Youth i dostałam biało-czerwony strój startowy. Podobnie jak większość zawodników pierwszy raz reprezentowałam Polskę. Wszyscy je przymierzaliśmy i nie mogliśmy się nimi nacieszyć. Jest to naprawdę duże wyróżnienie i taka nagroda za wszystkie wyrzeczenia typu: ,,czy mogę iść na tę imprezę?”, ,,czy mogę pojechać na tę wycieczkę?”, ,,co zjeść?”, ,,o której iść spać?”, a potem jedzie się na takie zawody, zakłada strój reprezentacyjny, staje się na linii startu z zawodnikami z innych krajów i czuje się, że było warto.
Red: Ze wszystkich startów w jakich brałaś udział, który był dla Ciebie najważniejszy? Co zdecydowało, że właśnie ten?
J.S. Ciężko wybrać, ale myślę że startem, który był dla mnie najważniejszy były moje pierwsze Mistrzostwa Świata Juniorów. Była to moja pierwsza impreza sportowa, na której stanęłam na starcie z zawodniczkami z całego świata, a nie tylko Europy. Mimo tego, że w Europie jest najwyższy poziom, to jeśli chodzi o juniorów można się spodziewać różnych rzeczy i nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Tam stanęłam na starcie z zawodniczkami z całego świata i ta atmosfera była zupełnie inna. Dodatkowo zawody juniorskie towarzyszyły startom elity i po moim wyścigu po raz pierwszy w życiu mogłam zobaczyć na żywo zawodników, których do tej pory oglądałam przez wiele lat w telewizji i ich podziwiałam. Mogłam porozmawiać z nimi, zrobić zdjęcie, co było dla mnie dodatkowym wyróżnieniem. Po tym starcie poczułam się bardziej doświadczona (śmiech).
Red: Mimo, iż jesteś triathlonistką potrafisz również rywalizować z lekkoatletami w samym bieganiu. 3 maja br. wygrałaś 6. Gryfiński Transgraniczny Festiwal Biegowy na 10 km uzyskując czas 36min i 59sek. Sam czas robi wrażenie, ale należy pamiętać, że tylko 2 mężczyzn uzyskało lepszy! Czy uważasz to za dobry prognostyk przed rozpoczynającym się sezonem?
J.S. Myślę że tak, co prawda muszę powiedzieć, że tego dnia bardzo dobrze się czułam. Po prostu się tym bawiłam. Startowałam w tych zawodach ze względu na to, że są to zawody lokalne odbywające się w moim mieście. Miałam za cel zrobić bardzo mocny trening i trochę się pościgać. Mój najbliższy start w triathlonie odbędzie się dopiero na początku czerwca, dlatego chciałam wejść na trochę szybsze prędkości. Nie spodziewałam się, że stanę na podium wśród mężczyzn i że załapię się w pierwszą trójkę. Starałam się po prostu bawić tym biegiem i dać z siebie wszystko. Myślę, że zaskoczyłam wszystkich: siebie, trenera, innych zawodników i organizatorów (śmiech).
Red: Julia, jesteś 3- krotną medalistką pucharu Europy, wielokrotną medalistką i mistrzynią Polski. Wielu młodych sportowców mogłoby pozazdrościć Ci Twoich osiągnięć. Jak wiemy na sukces sportowy składa się wiele czynników ale który, Twoim zdaniem, jest najważniejszy?
J.S. Kiedy jest się w 100% szczęśliwym z tego co się robi to owocuje to w najlepsze wyniki. Im bardziej się cieszysz tym, że możesz tu być i robić to co robisz, niż stresujesz się tym jak Ci pójdzie wyniki są lepsze. Moje najbardziej udane wyścigi były wtedy, kiedy po prostu cieszyłam się tym że mogę stanąć na linii startu.
Red: Pomimo Twojego młodego, 21-letniego wieku śmiało można powiedzieć, że wiele już osiągnęłaś. Czy masz jakąś radę dla młodszych sportowców, którzy dopiero zaczynają profesjonalnie trenować, a być może chcieliby pójść w Twoje ślady?
J.S. Myślę że ważne jest, żeby nie nakładać na siebie niepotrzebnej presji, ale też nie poddawać się nawet jak jest ciężko. Nawet jeśli nie idzie w danym sezonie to nie jest tak, że nigdy już nie będzie szło. Trzeba w siebie wierzyć, bawić tym co się robi i cieszyć bardziej, niż stresować. Uważam, że na presję przyjdzie jeszcze czas jak będzie się w kategorii elity czy młodzieżowca. Dla młodych zawodników najważniejsze jest to, by odkryć siebie, nauczyć się czytać swój organizm, wierzyć w siebie i dobrze się bawić. Trzeba też korzystać z tego, że może się spędzić czas inaczej niż większość ludzi. Jestem zdania, że sport wnosi naprawdę dużo pozytywów do życia i daje lekcje, które można wykorzystać nawet po skończonej przygodzie ze sportem.
Serdecznie dziękujemy za wywiad i życzymy sukcesów.
Rozmawiał: Grzegorz Rudziński
POLECAMY TAKŻE:
Wdarł się do sklepu z łopatą. Ukradł gotówkę i papierosy
„Mieszkanie bez wkładu własnego”. 27 maja rozpocznie się zawieranie umów z bankami
Senacka komisja zajmie się wnioskiem o uchylenie immunitetu Tomasza Grodzkiego. „Presja ma sens!”

















