Dziś obchodzimy Dzień Dawcy Szpiku. Do grona „świętujących” z tej okazji należy żołnierz 12. Brygady Zmechanizowanej, który oddał swój szpik, aby ratować chorego nastolatka.
Na białaczkę lub inny nowotwór krwi chorują osoby w różnym wieku – zarówno starsi, jak i małe dzieci. To bardzo częsta diagnoza, szacuje się, że w Polsce stawia się ją co 40 minut. Dla wielu szansą na wyzdrowienie jest przeszczepienie szpiku lub komórek macierzystych od niespokrewnionego dawcy. Znalezienie genetycznego bliźniaka jest jednak bardzo trudne, trafia się na niego raz na 10 tysięcy przypadków.
Międzynarodową bazę dawców prowadzi fundacja DKMS. W ciągu 14 lat funkcjonowania w Polsce zarejestrowano 1,8 mln osób. Wśród nich był Tomek – dowódca działonu KMO RAK z 1. batalionu piechoty zmotoryzowanej „Legionów” 12. Brygady Zmechanizowanej.
Żołnierz od dawna systematycznie oddawał krew, jednak postanowił jeszcze bardziej zaangażować się w pomoc innym i zapisać do bazy dawców DKMS. Na telefon z fundacji czekał 12 lat.
– Osoby z fundacji kontaktują się z potencjalnym dawcą szpiku. Zlecane są podstawowe badania krwi – pobranie komórek krwi. To jest takie wstępne badanie, pierwsza weryfikacja. Później następuje szereg badań, które mają na celu potwierdzenie czy jesteś zdrową osobą. Jeśli wszystko jest w porządku i nie ma ku temu przeciwskazań możesz oddać komórki macierzyste. Kiedy po tych 12 latach fundacja się ze mną skontaktowała, to na pobranie komórek czekałem cztery miesiące, czyli od momentu informacji o znalezieniu bliźniaka genetycznego i potwierdzeniu, że nadal mogę mu pomóc, aż do pobrania materiału – opowiada żołnierz.
Pobieranie materiału trwa ok. 5 godzin, a cały proces przypomina oddawanie płytek krwi w stacjach krwiodawstwa. Jest to zabieg bezbolesny i mało inwazyjny, więc po zakończeniu można od razu wrócić do domu.
Poznanie osoby, której się pomogło możliwe jest dopiero po dwóch latach od oddania szpiku, oczywiście za jej zgodą. Ta zasada podyktowana jest koniecznością skupienia się pacjentów na powrocie do zdrowia.
– Takie spotkanie ze mną mogłoby być traumatycznym przeżyciem. Ta osoba nie powinna przeżywać stresów, a skupić się na leczeniu. Na chwilę obecną wiem tylko tyle, że pomogłem nastolatkowi z Polski – mówi wojskowy.
Polecamy także:
Szczecińskie lotnisko nie wznowi popularnych połączeń do Norwegii
Ukradł hulajnogę i kosmetyki. Grozi mu prawie 8 lat więzienia


















