Badania pokazują, że 40 % rodziców dzieli się w internecie zdjęciami i filmami, na których są ich dzieci. Z kolei co czwarty rodzic robi to nagminnie. Jakie mogą być konsekwencje tzw. sharentingu?
Co czwarty rodzic dopuszcza się sharentingu
Sharenting to wyraz, który powstał z połączenia dwóch angielskich słów: share, czyli dzielić się/udostępniać i parenting, czyli rodzicielstwo. Określenie to odnosi się do nagminnego umieszczania zdjęć i filmów swoich dzieci na portalach społecznościowych.
Według badań dr Anny Brosch z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, co czwarty rodzic postępuje w ten sposób.
-Nie jest to aż tak popularny proceder, ale na pewno zauważalny, bo jeżeli ktoś upowszechnia dziesiątki albo nawet setki zdjęć swoich dzieci to odbiorcom wydaje się, że media społecznościowe są nimi zalane – tłumaczy badaczka.
Dr Brosch wskazuje, że sharenting w zdecydowanej większości dotyczy matek. Niektóre z kobiet potrafią udokumentować niemal cały dzień swojego malucha – pobudka, mycie zębów, jedzenie obiadu, zabawa, czasami i pobyt na nocniku czy w wannie. Powody tego zachowania są takie same jak udostępnianie jakichkolwiek innych postów na naszych profilach. Chodzi o chęć pochwalenia się. Nikt nie publikuje przecież informacji o swoich niepowodzeniach i nie chce przedstawić się ze złej strony. Pokazujemy innym swoje sukcesy, takie jak ukończenie dobrych studiów, posiadanie porządnej pracy, egzotyczne wycieczki albo właśnie dzieci.
W Internecie nic nie ginie
Oczywiście nie popadajmy w skrajność. Opublikowanie na swoim profilu zdjęcia dziecka ze wspólnej wycieczki czy z rodzinnej uroczystości nie jest czymś złym. Problem pojawia się, gdy udostępniane przez nas materiały mogą w przyszłości ośmieszać dziecko. Każdy z nas zna na pewno wiele „hitów Internetu” z udziałem dzieci. Wielu nieletnich, uchwyconych w niefortunnych momentach, staje się twarzami memów, które krążą po całym świecie. Zdarzało się, że „żartobliwi” rodzice chwalili się nawet tym, że ich ledwie mówiące dziecko używa bardzo wulgarnych określeń wobec polityków.
Mało kto o tym myśli, ale nasze dzieci dorastają, a w Internecie przecież nic nie ginie. To co teraz my uważamy za śmieszne czy słodkie, kiedyś może być problematyczne dla nastoletniej już pociechy. Jeżeli dziecko jest lubiane i ma dystans do siebie to może odkopane zdjęcie będzie powodem do śmiechu w towarzystwie. A co jeśli trafi na bezwzględnych kolegów, którzy wykorzystają niefortunne zdjęcia do szyderstw?
W świetle prawa dziecko nie posiada pełnej zdolności do czynności prawnych i to rodzic decyduje o udostępnianiu jego wizerunku. Warto jednak pamiętać o tym, że to samo prawo zobowiązuje do działania na korzyść i dla dobra dziecka.
Polecamy także:
- Grzegorz Kozak: ,,Pionierzy polskiego Szczecina byli w Polskim Państwie Podziemnym”
- PIONIERzy KOSMOSu czyli Bareja + Hip-Hop = TRAGARZE



















