Remont lokalu kosztował mieszkankę Szczecina kilkadziesiąt tysięcy. Po wszystkim okazało się, że nie nadaje się do zamieszkiwania.
O sprawie poinformował szczeciński radny Dariusz Matecki. Zgłosiła się do niego mieszkanka miasta, która skorzystała z oferty „mieszkanie za remont”. Po wykonaniu prac w lokalu za kilkadziesiąt tysięcy złotych, okazało się, że nie można wyeliminować wciąż powracającej wilgoci. Grzyb i pleśń obejmują ogromne fragmenty ścian i sufitów. Nie da rady zwalczyć ich żadnymi środkami.
Zarząd Budynków i Lokali Komunalnych w piśmie wskazywał, że „wilgoć i zagrzybienie znajdujące się w mieszkaniu, nie powstało w wyniku jego niewłaściwego użytkowania. Stan techniczny lokalu wskazuje na przenikanie wilgoci przez ściany zewnętrzne, jak również od pomieszczeń piwnicznych […] ponadto jedynym źródłem ogrzewania lokalu jest piec kaflowy typu bliźniak, który nie jest wystarczający, aby zapewnić stałą temperaturę w mieszkaniu”.
– Miasto pozwoliło wyremontować mieszkanie z zasobu komunalnego, a samo nie przeprowadziło kompleksowego remontu budynku polegającego na wykonaniu docieplenia budynku, nie przeprowadzono remontu klatki schodowej, instalacji elektrycznej ani piwnic. Czy takie działanie nie spowodowało, że lokatorka utopiła – dosłownie – w mieszkaniu swoje oszczędności? – pyta radny Matecki.
Lokatorce zaczęły doskwierać różne problemy zdrowotne, co wielokrotnie podkreślała w pismach do ZBiLK. Niewykluczone, że wynikają one z fatalnego stanu mieszkania. Nie jest tajemnicą, że przebywanie w zagrzybionych pomieszczeniach negatywnie wpływa na stan zdrowia. Miasto jednak pozostaje głuche na jej prośby o remont budynku lub zmianę lokalu na taki, który nadaje się do użytku.


fot. FB Dariusz Matecki – Radny Miasta Szczecin
Polecamy także:
Mrożenie majątków i blokada importu węgla z Rosji. Co jeszcze postanowił rząd?



















