Dopiero wczoraj popołudniu oznakowano nieprzejezdną od środowego podtopienia przez ulewy ulicę Szczawiową. Urzędnicy miejscy potrzebowali aż trzech dni na to, by właściwie oznakować zamkniętą drogę!
Zablokowana ulica zakorkowała Pomorzany
Droga na odcinku pomiędzy ulicami Włościańską a Ustowską została wyłączona z ruchu po środowych ulewach.
Mieszkańcy zawiadomili media, że brakuje właściwego oznakowania, co powoduje korkowanie Pomorzan.
Pan Marek zadzwonił do nas z apelem
Pomóżcie nam. Przez niekompetencję odpowiedzialnych służb jesteśmy odcięci w ciągu dnia od miasta. Zamknęli Szczawiową między Ustowską a PGE Pomorzany, ale nie ma żadnego oznakowania. Kierowcy wjeżdżają od Kolumba i po przejechaniu dwóch kilometrów trafiają na blokadę. To powoduje zakorkowanie tego odcinka. Nie ma też żadnych informacji na Włościańskiej, że nie ma przejazdu. Samochody zjeżdżają i trafiają w korek i blokadę. Sznur aut blokuje nam osiedle. Rozumiem jeden dzień, opady zaskoczyły służby. Ale trzy dni i żadnej reakcji?

Pojechaliśmy sprawdzić, jak wygląda sytuacja. W sobotę po 12.00 jeszcze nie było żadnego oznakowania od strony Kolumba. Wjeżdżamy w ulicę Tama Pomorzańska. Jedziemy w kierunku PGE Pomorzany. Po drodze mijamy sznur aut jadących z naprzeciwka. Kilku kierowców mruga światłami, dając znak, że coś się dzieje na drodze. Dojeżdżamy do PGE Pomorzany, gdzie przed zakładem jest ustawiona blokada w postaci tablic drogowych i radiowozu Straży Miejskiej uniemożliwiając przejazd.
Zaparkowaliśmy na parkingu i idziemy dalej pieszo. Kierowcy nadjeżdżających pojazdów nie kryją emocji. Co chwilę jakiś kierujący śle serię kąśliwych epitetów w stronę strażników.
Zupełny brak reakcji
Dotarliśmy do miejsca, gdzie ulica została mocno podmyta i pobocze wypłukane. Z jednej strony drogi: duże wypłukane i napełnione wodą rowy. Po drugiej stronie przy samej krawędzi drogi resztki po krzywo odciętej szynie kolejowej i resztki torowiska, które zagrażają bezpieczeństwu pojazdów. Nie trudno zniszczyć tam koła, a nawet uszkodzić podwozie.
W 2017 roku na odcinku od ulicy Ustowskiej do wiaduktu kolejowego zmieniono nawierzchnię drogi. Niestety od wiaduktu droga wygląda bardzo kiepsko. Trudno uwierzyć, że można było zostawić tak niebezpieczne pozostałości toru przy samej ulicy.
Idąc dalej za wiaduktem, w miejscu, gdzie schodzi się z kładki na poziom ulicy jest rów z rwącą rzeczką. Jest też odpływ zabezpieczony kratą, gdzie ta rzeczka mogłaby przepłynąć w rurze pod drogą. Niestety krata jest kompletnie zapchana przez porastające trzciny i wszystko napłynęło podczas ulew. Nurt jest naprawdę wartki w tym miejscu. Nie dziwi więc, że ulica została podmyta przez wodę, która nie miała ujścia.

Gdy wracaliśmy do samochodu pojawiły się samochody z betonowymi blokadami i oznakowaniem.
Dzisiaj otrzymaliśmy kolejne niepokojące informacje od robotników pracujących przy remontach na Gdańskiej i Krygiera. Wszystkie tzw. „burzówki” są tak zabite, że ta woda nie ma prawa spływać z dróg. Tutaj latami te odwodnienia nie były udrażniane.
Polecamy także:
Przystanek Jezus w Płotach
Świnoujście: Ojciec legendarnego Wściekłego Psa potrzebuje pomocy!
Z Goleniowa do Chorwacji. Od dziś rusza nowe połączenie lotnicze



















