To nie słowa księdza. Tymi słowami przewodniczący komisji opisał, co myśli o mieszkańcach Szczecina i ich prawie do głosu.
Przerywanie mówiącym, wyłączanie mikrofonu i zwykłe chamstwo
Gorąco było na wczorajszej komisji ds. Budownictwa i Mieszkalnictwa. A prowodyrem był Przewodniczący Komisji p. Dzikowski.
Prawo do głosu przysługuje w momencie zaproszenia na spotkanie. Tak jest przyjęte w pracach pozostałych komisji i na sesji Rady Miasta. Na tej jednak komisji jest „sobiepan”, który stawia się ponad wszelkie przyjęte zasady i obyczaje.
W momencie, gdy radni zwrócili uwagę, że o głos proszą mieszkańcy, pan przewodniczący tak się tym faktem poirytował, że w ogóle mieszkańcy pojawili się na zebraniu, że skwitował to zdaniem: Ja ich tu nie zapraszałem.
Brak kultury stały się wcześniej wyróżnikiem urzędników miejskich w Szczecinie, jak choćby pana Charęzy. Teraz dołączają do nich także radni Rady Miasta Szczecin.
Po komisji w sieci zawrzało. Swojego oburzenia zachowaniem przewodniczącego komisji nie kryją osoby z obu stron sporu.
Przewodniczący raz mówi, że dokumentów nie ma, potem się na nie powołuje – NAPISAŁ KAMIL GRZEŚ.
Żenujący poziom Przewodniczącego Komisji ds. Budownictwa i Mieszkalnictwa, p. Dzikowskiego – tak z kolei skomentował to, co wyprawiał na komisji Piotr Czypicki z Ruchu Miejskiego.
Trudno nie zgodzić się z tymi opiniami. Oczekujących na głos i zaproszonych było kilkoro mieszkańców. Poświęcili swój czas, aby aktywnie wziąć udział w obradach komisji na jeden z najbardziej palących tematów w mieście – wycinki kilkuset do tysiąca drzew przy ul. Przygodnej. A przewodniczący ich odesłał do piekła.
Mogą sobie słuchać w piekle, albo w kościele, albo u pani w domu – tymi słowami odpowiedział Dzikowski radnej Łongiewskiej-Wijas, gdy ta stanęła po stronie mieszkańców.
To, co dzisiaj zobaczyłem, było żenadą.
Tak. chciałem zabrać głos. Krótki, konkretny, merytoryczny. Czas pracy i opieki nad dzieckiem w czasie wakacji podporządkowałem w mojej ocenie na ten moment najważniejszej sprawie, czyli Miastu. A Pan Dzikowski po prostacku i jak dyktator zignorował mnie i wszystkie osoby (a było ich kilkoro!), które, podobnie jak ja, swój czas służbowy (bądź prywatny) poświęcili sprawie – napisał Czypicki
No i prawdziwa perełka na koniec. Radną Kurzawę pouczał, że każdy temat wymagający komentarza urzędników lub prezydenta, należy zgłaszać wcześniej, by ci mogli się przygotować i odpowiedzieć. Jak to się ma do Przygodnej i do popisów przewodniczącego Dzikowskiego?



















