„Latające karetki” możemy najczęściej spotkać przy wypadkach drogowych, choć ostatni czas pandemii dał się na tyle mocno we znaki Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego, że z braku personelu i wolnych karetek, coraz częściej to lotnicy wykonują zlecenia za karetki pogotowia. Mieszkańcy Trzebieży już kilkakrotnie w tym roku byli obsłużeni przez załogę LPR.
Najczęstszymi pasażerami latających karetek są pacjenci urazowi, ludzie z zawałami serca oraz ciężko poszkodowane ofiary wypadków komunikacyjnych. Te przypadki wymagają bowiem najszybszego transportu.
Największa liczba lotów związana była z wypadkami komunikacyjnymi i pomoc ich ofiarom (1.724 loty). Drugą przyczyną wezwań były udary mózgu (1.539). 1.004 razy załogi wylatywały na pomoc osobom w stanie nagłego zatrzymania krążenia. 641 pacjentów doznało urazów po upadku z wysokości. Ponadto w katalogu powodów wezwań zawierają się m.in.: zawał mięśnia sercowego (495), oparzenie termiczne (326), potrącenie (130), ból w klatce piersiowej (243), duszność (222), napad drgawek (133) czy przygniecenie (143).
Jak relacjonują załogi podniebnego pogotowia nie chcą epatować drastycznymi opisami. Ale nie da się opisać ich wysiłku, jeśli nie wspomni się choć kilku takich historii.
Przylecieliśmy po nieprzytomnego rannego, który miał nogę od taboretu wbitą w głowę. W wysokim pomieszczeniu chyba wymieniał żarówkę. Ustawił stół, na nim krzesło, na nim taboret. Wszedł na taką konstrukcję i stracił równowagę – opowiada pilot. Innym razem śmigłowiec lądował na placu przed tartakiem. Jeden z pracowników leżał na ziemi, w oczodole i szyi miał wbitą – rozszczepioną – długą deskę.
Ratownictwo lotnicze ma w Polsce kilkudziesięcioletnie tradycje. W obecnej formule – jako Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej Lotnicze Pogotowie Ratunkowe (SP ZOZ LPR) – istnieje od 2000 r. Finansuje go bezpośrednio Ministerstwo Zdrowia. W jego skład wchodzi siedemnaście lokalnych baz Śmigłowcowej Służby Ratownictwa Medycznego, popularnie znanej jako HEMS (ang. Helicopter Emergency Medical Service), jedna sezonowa oraz Samolotowy Zespół Transportowy (EMS – ang. Emergency Medical Service).
Całodobowo czuwa baza śmigłowcowa w Warszawie. Te w Gdańsku i Wrocławiu prowadzą dyżury od godz. 7 do godz. 23, sześć kolejnych – w Szczecinie, Krakowie, Poznaniu, Lublinie, Olsztynie i Białymstoku – funkcjonuje w godz. 7-20. Pozostałe załogi dyżurują od wschodu do zachodu słońca.

Często padają pytania, dlaczego tylko jedna baza funkcjonuje non-stop? W LPR tłumaczą, że z policyjnych statystyk jasno wynika, iż pomiędzy godzinami 21 a 6 gwałtownie maleje liczba wypadków drogowych, a tym samym zapotrzebowanie na pomoc zespołów ratownictwa medycznego. Do tego przytaczają przykłady z innych państw. W Hiszpanii całodobowo dyżurują cztery z dwudziestu czterech baz, w Austrii tylko jedna z siedemnastu, na Węgrzech jest siedem baz, wszystkie są zamykane na noc. W Niemczech całodobowo działa jedenaście z sześćdziesięciu sześciu baz.
27 śmigłowców LPR osiągnęło 350 000 lądowań, tym samym spędziły one w powietrzu niemal 88 000 godzin. Szczecińskie LPR wykonało 537 lotów. Swoją bazę ma na Lotnisku Goleniów, a w sezonie letnim ze względu na dużą liczbę turystów, uruchomiana jest jedyna w Polsce sezonowa baza w Zegrzu Pomorskim.
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe (LPR) w 2020 roku na terenie Polski zrealizowało łącznie 11 299 misji. Śmigłowcami HEMS wykonano 10 933 misji, w tym 9 636 lotów do nagłych zdarzeń oraz 1 297 transportów między szpitalnych. Samolotami zrealizowano 366 transportów.

Załoga takiej powietrznej karetki opowiedziała nam kilka historii, żeby kolejny raz uczulić na to, iż wielu poważnych wypadków można uniknąć zachowując zdrowy rozsądek.
Trzy moje ostatnie loty były po pijanych sprawców. Trzeba trzymać nerwy na wodzy, jak się patrzy na skutki głupoty pijaka siadającego za kierownicę – irytuje się medyk.
na drodze pod Szczecinem. W wypadku zginął kierowca, jego żona miała zmiażdżone i zakleszczone nogi. Uwolnili ją strażacy rozcinając karoserię, ale kobieta zmarła w szpitalnym oddziale ratunkowym. Zaś w foteliku na tylnym siedzeniu siedziało dziecko, które nie odniosło żadnych obrażeń.
najbardziej irytują loty po dzieci, które odniosły obrażenia, bo bezmyślni rodzice nie zapięli ich w fotelikach samochodowych. Kierujący zawsze tłumaczą, że jechali niedaleko, a na tej drodze był niewielki ruch. Tymczasem nawet w niewielkiej stłuczce dorośli nie odnoszą żadnych obrażeń, a dzieci – ciężkie, a nawet śmiertelne – przekonuje lekarz. Do dziś pamiętam akcję na jednym z osiedli. Ojciec Jeździł z dzieckiem na kolanach po parkingu. Z drogi na parking wjechało auto i nie zdążyło wyhamować przed ledwo jadącym samochodem. Uderzyło w tył pojazdu. Tatuś i dziecko nie zapięci pasami. Siła z jaką ojciec zgniótł dziecko, była tak duża, że wszystkie żebra miało połamane. Niestety nie udało się go uratować. Pretensje miał oczywiście do kierowcy, który w niego wjechał. A tak naprawdę to on osobiście jest winien tej tragedii. Ilu ojców ciągle jeszcze robi takie głupie zabawy. Czy naprawdę tak ciężko pojąć, że wystarczy przypadkowe uderzenie w krawężnik kołem by otworzyły się poduszki. W takim przypadku dziecko się udusi. Myślcie co robicie.
W 2020 roku na pokładach śmigłowców LPR przetransportowano 7 865 pacjentów. Warto jednak zaznaczyć, że liczba wszystkich osób, którym lekarze i ratownicy medyczni/pielęgniarze LPR udzielili pomocy to 8 645, w tym 1 274 dzieciom.

Lądowiska LPR znajdują się w Gryficach; Koszalinie; Szczecinie: Unia Lubelska, Szpital Zdroje , Arkońska; Szczecinek; Świnoujście; Wałcz; Zegrze Pomorskie. Na tych lądowiskach zdarzają się też nietypowe lądowania. W ubiegłym roku zdarzyło się lądowanie amerykańskiego wojskowego Apache’a, czy trzech śmigłowców, z czego dwa wylądowały obok siebie a trzeci w powietrzu oczekiwał na zwolnienie lądowiska. Zdarzają się też nietypowe lądowania śmigłowców jak np. w porcie w Świnoujściu lądował na statku. Jak załogi same mówią:
Nas się nie wzywa do lekkich przypadków. Z jednej strony to oznacza stałą, dużą odpowiedzialność za los pacjenta, po którego lecimy. Z drugiej daje olbrzymią satysfakcję, bo częściej niż gdzie indziej ratujemy życie



















