14 stycznia 1993 roku podczas rejsu ze Świnoujścia do Ystad zatonął polski prom „Jan Heweliusz”. W katastrofie zginęło 55 osób, części ciał nie odnaleziono.
Wcześniej, podczas cumowania w Ystad 10 stycznia 1993 roku, „Jan Heweliusz” uszkodził furtę rufową, którą postanowiono naprawić podczas postoju w Świnoujściu. 13 stycznia 1993 roku prom miał wyruszyć z polskiego portu. Naprawy furty jednak się przedłużały, a prom miał już dwugodzinne opóźnienie. Zdecydowano się wypłynąć w morze o godzinie 23.35 nie ukończywszy remontu.
Rejs do ok. godz. 3.30 przebiegał bez problemów, później rozpoczął się silny sztorm. Huragan o sile 12 stopni w skali Beauforta uderzył burtę statku. Na nic zdały się próby ratowania jednostki – wobec coraz większego przechyłu kapitan nakazał opuszczenie pokładu o godz. 4.30. Na wysłany sygnał SOS odpowiedziały promy „Nieborów” i „Kopernik”, statek „Huragan” i niemiecki holownik „Arkona”. Z pomocą ruszyły również niemieckie, duńskie i szwedzkie śmigłowce. Ok. godz. 11 „Jan Heweliusz” zatonął w pobliżu niemieckiej wyspy Rugia. Kapitan Andrzej Ułasiewicz do końca pozostał na mostku.
Na promie znajdowały się 64 osoby, wyniku katastrofy zginęło 55 z nich – 20 członków załogi i 35 pasażerów. Części ciał nie odnaleziono.
Izby Morskie przez lata badały przyczyny zatonięcia. Ostatecznie Izba Morska w Gdańsku orzekła, że prom nie nadawał się do użytku, a za wypadek odpowiada w głównej mierze szczeciński armator Euroafrica i właściciel statku. Za współwinnych uznano Polski Rejestr Statków i Urząd Morski w Szczecinie oraz zmarłego w katastrofie kapitana.
Bliscy ofiar domagali się odszkodowań. Sprawa po latach trafiła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. 3 marca 2005 roku Trybunał przyznał 11 wdowom odszkodowanie w wysokości 4,6 tys. euro.



















