Silne prądy morskie i pogarszająca się pogoda nie pozwoliły ukończyć zadania. Bartłomiej Kubkowski po ponad 30 godzinach walki z żywiołem był zmuszony się poddać. Swoim wyczynem chciał wesprzeć podopiecznych fundacji Cancer Fighters.
Wpław przez Bałtyk
Bartłomiej Kubkowski 8 sierpnia o godz. 8 wypłynął z Kołobrzegu. Tym samym podjął wyzwanie przepłynięcia wpław Bałtyku. W 60 godzin miał pokonać dystans 170 km i dopłynąć do szwedzkiego miasta Kaseberga.
Obok Kubkowskiego łodzią płynęła jego ekipa nawigacyjna, która miała też reagować w sytuacji zagrożenia. Aby jednak ukończyć wyzwanie i zostać wpisanym do księgi rekordów Guinnessa nie mógł nawet dotknąć burty. Jedzenie oraz picie miał podawane na specjalnym wysięgniku.
Pływak na już na swoim koncie imponujące dokonanie. Udało mu się przepłynąć 52 km z Helu do Gdańska i z powrotem. Płynął w wodzie o temperaturze ok. 8-10 stopni.
Płynął, by pomóc chorym na raka
Zadanie nie było łatwe, wymagało ogromnego wysiłku i hartu ducha. Odważny Polak musiał być gotowy na walkę z prądami morskimi, chłodem (woda u wybrzeży Szwecji ma ok. 14-17 stopni Celsjusza) i wycieńczeniem.
Po 32 godzinach i 30 minutach Bartłomiej Kubkowski był zmuszony zakończyć wyzwanie. Zrobił to za namową kapitana i po konsultacjach z zespołem.
– Niestety, ze względu na mocne prądy i pogarszającą się pogodę ostatnie 50 kilometrów pokonywałbym od 25 do nawet 60 godzin – tłumaczy.
Pod wrażeniem jego odwagi był jednak cały kraj. A w dużej mierze to właśnie o zwrócenie uwagi chodziło – Kubkowski chciał zachęcić do wspierania podopiecznych fundacji Cancer Fighters.
– Zebraliśmy ponad 40 tys. zł! – poinformował pływak.
Polecamy także:
Awaria kanalizacji. Zapadła się jezdnia na Wojska Polskiego
Profanacja figury Matki Bożej w Stargardzie. Sprawca poszukiwany



















