Zupełnie nic nie zapowiadało tego, co wydarzyło się w ostatnich 10 minutach. Bo kto by pomyślał, że w IV kwarcie zdobędziemy tylko niewiele mniej punktów, niż w pierwszych 30 minutach. Wściekły Wilczek zaczął trafiać jak opętany, pokrzykując jeszcze, od czasu do czasu, do swoich kumpli z Wrocławia. Brown był zdecydowanie najszybszy w całej hali. Wyprzedzał i piłkę i ruchy w obronie zawodników Śląska.
King potrzebował zwycięstwa, bo chce awansować do play-off, a po przegranych u siebie meczach ze Startem Lublin i Treflem Sopot kibice z dużą dozą obawy oczekiwali tego spotkania. Śląsk był wiceliderem i przez przegrane Wilków czuł się pewnie przed przyjazdem do Szczecina.
A sam mecz od początku układał się po myśli Wilków Morskich. W 8. minucie było 19:6, a w połowie II kwarty ten dystans się utrzymywał. Tyle, że King zaczął popełniać coraz więcej błędów – w rozgrywaniu, w kryciu, a na domiar złego siadła skuteczność. Goście odrobili straty, wyszli nawet na prowadzenie.
Na pierwsze trzy kwarty naprawdę trzeba opuścić zasłonę milczenia. Obie drużyny nie mają się czym chwalić. Za to ostatnia odsłona zaskoczyła mocno. Gospodarze rozpoczęli kapitalnie, nie tylko odrobili straty, ale po trójkach Tookie Browna i Dominika Wilczka było 60:54. Dopiero na pięć minut przed końcem przy stanie 65:54 dla Kinga Wilki dały możliwość zdobycia punktów przeciwnikom.
Ostatecznie King Szczecin – Śląsk Wrocław 79:65
Kwarty: 19:10, 10:18, 17:26, 33:11
King: Brown 21 (1), Zębski 16, Melvin 11 (1), Bartosz 2, Purvis 0 – Wilczek 13 (4), Fakuade 10, Thomas 3 (1), Schenk 2, Kikowski 1.
A dziś o 20 czeka nas spotkanie PGE Spójnia Stargard – Arged BM SLAM Stal


















