Nawet 20 tys. przedsiębiorców gastronomicznych wykluczonych i pominiętych w tarczach pomocowych wznowiło działalność po 18 stycznia – ocenia ekspert Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej.
28 grudnia ubiegłego roku wprowadzono dodatkowe obostrzenia – początkowo do 17 stycznia, następnie przedłużone do 31 stycznia. Zamknięto m.in. hotele, stoki narciarskie, czy galerie handlowe. Utrzymano również w mocy dotychczasowe ograniczenia, a więc np. te, zgodnie z którymi lokale gastronomiczne mogą sprzedawać posiłki wyłącznie na wynos lub w dostawie. Rozgoryczeni restauratorzy postanowili wznowić działalność, bez względu na kary i mandaty.
Sekretarz generalny zarządu Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej (IGGP) Sławomir Grzyb twierdzi, że przedsiębiorcy otwierają lokale, bo nie mają już nic do stracenia. Według niego przetrwać w lockdownie mogą tylko biznesy o ugruntowanej pozycji na rynku, które posiadają solidną bazę klientów. Większość firm jednak nie potrafi się utrzymać wyłącznie ze sprzedaży z dowozem. W efekcie tego zwalniani są pracownicy lub zamykane całe lokale.
– Trzeba tu podkreślić, że działalność wznowiły te lokale, które zostały wykluczone lub pominięte w Tarczy 6.0 – tzw. branżowej i Tarczy PFR 2.0. – A tych pominiętych jest całe mnóstwo, choćby popularne pierogarnie, które z reguły produkują pierogi i mają wpisaną produkcję, jako wiodące PKD. Z kolei wykluczone zostały wszystkie te firmy, które powstały po listopadzie 2019 roku, bo nie mają jak porównać strat rok do roku, bo wówczas jeszcze nie istniały. Albo uruchomiły kolejne lokale po tej dacie i miały wzrost obrotów, przy większych kosztach – powiedział ekspert z IGGP.
Sławomir Grzyb zaznaczył, że póki co Izba nie posiada informacji o karach sanepidu, dysponuje jedynie wiedzą, że tylko jednego dnia przeprowadzono ponad 1300 kontroli w ponownie otwartych lokalach.
– Sposób, w jaki są przeprowadzane, czyli dwie osoby z Sanepidu i pięciu policjantów, wskazuje na wywołanie efektu zastraszenia – ocenił.
Sekretarz Izby zapowiada, że jeżeli nic się nie zmieni w kwestii wsparcia dla zagrożonych bankructwem firm, pod koniec marca restauratorzy planują złożenie pozwu zbiorowego przeciwko rządowi.
– Chcemy, aby do pozwu przystąpiło minimum 650 przedsiębiorców. To ze względu na koszty, bo złożenie pozwu będzie wymagało wpłacenie 200 tys. zł opłaty sądowej w jednej tylko instancji, plus koszty kancelarii – wyjaśnił.
Informacji o liczbie otwartych lokali gastronomicznych nie potwierdziła z kolei wiceminister rozwoju, pracy i technologii Olga Semeniuk. W piątkowej rozmowie w Polsat News twierdziła, że w skali całego kraju otwarto jedynie 70 – 80 lokali.



















