73 lata temu po pokazowym procesie, strzałem w tył głowy zamordowano rotmistrza Witolda Pileckiego. Wcześniej był oskarżony o przygotowywanie zamachu na przedstawicieli komunistycznego reżimu, później torturowany w więzieniu na Mokotowie w Warszawie. Przed sądem stawał z połamanymi obojczykami i wyrwanymi paznokciami.

W rocznice jego śmierci środowiska patriotyczne uczciły pamięć bohatera. Na rondzie im. rotmistrza Witolda Pileckiego w Szczecinie i na Cmentarzu Centralnym pod pomnikiem ofiar zbrodni stalinowskiego ludobójstwa uczestnicy zapalili znicze i złożyli kwiaty. Bartłomiej Ilcewicz z Fundacji Patriotycznej im. rotmistrza Witolda Pileckiego przypomniał ostatnie chwile życia bohatera z zeznania księdza, który również był więźniem na Mokotowie.
– Kiedy prowadzono rotmistrza Witolda Pileckiego, ksiądz zeznawał, ze już wówczas nie dawał on znaku życia. Mogła być taka sytuacja że Pilecki mógł już nie żyć, ponieważ był przez wiele miesięcy katowany torturowany, wyrywano mu paznokcie, dokonywano makabrycznych zbrodni na nim, na jego ciele. Tak wyglądała droga Rotmistrza Witolda Pileckiego. Człowieka który poświęcił się Polsce.” – mówił Ilcewicz
Ks. Tomasz Kancelarczyk, który poprowadził modlitwę za dusze zamordowanego rotmistrza, przypomniał też o innych ofiarach zbrodni reżimu PRL
– Zadaję sobie pytanie, jak to możliwe ze oni wytrwali lata walki, lata kaźni? Niewątpliwie to ludzie wielkiej odwagi. – mówił ks. Kancelarczyk
Ksiądz przytoczył w swojej przemowie słowa Witolda Pileckiego:
„Kochajcie ojczystą ziemię. Kochajcie swoją świętą wiarę i tradycję własnego Narodu”.
Rotmistrz Witold Pilecki – zgodnie z dokumentami historycznymi – zginął 25 maja 1948 roku o godzinie 21:30 w więzieniu przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie. Był rotmistrzem kawalerii Wojska Polskiego, współzałożycielem Tajnej Armii Polskiej, żołnierzem AK, więźniem i organizatorem ruchu oporu w KL Auschwitz. Jego ciała nigdy nie odnaleziono.




















