Mężczyzna rozgoryczony wieloletnią walką o dzieci postanowił działać. Niestety wybrał chyba jeden z najgorszych sposobów – chciał podpalić sąd.
7 lat pozbawienia wolności – taki wyrok usłyszał wczoraj Szymon S. To kara za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu oraz próbę podpalenia sądu. Mężczyzna ma też zapłacić 70 tys. zł ochroniarzowi tytułem zadośćuczynienia.
Wyrok nie jest prawomocny.
To miało być samobójstwo
Do wstrząsającego zdarzenia doszło w październiku 2018 roku w budynku Sądu Okręgowego przy ul. Małopolskiej. Szymon S. wszedł do środka uzbrojony w siekierę, którą dwukrotnie uderzył pracownika ochrony. Następnie wybiegł z budynku, by po chwili wrócić z dwoma kanistrami benzyny. Na szczęście został obezwładniony przez przypadkowych mężczyzn, którzy przebywali akurat w budynku. W samochodzie mężczyzny odkryto jeszcze pięć kanistrów z benzyną, młot ciesielski i nóż.
Początkowo Szymona S. oskarżono o usiłowanie zabójstwa, za co groziła mu kara dożywotniego pozbawienia wolności. Sąd zmienił jednak kwalifikację czynu na spowodowanie lekkiego uszczerbku na zdrowiu. Stało się tak, ponieważ w toku postępowania wyszło na jaw, że mężczyzna nie miał zamiaru zabicia ochroniarza (uderzył go obuchem), ale liczył na to, że atak na niego będzie skutkował reakcją w postaci oddania strzałów z broni.
Mężczyzna tłumaczył, że to on sam chciał zginąć. W tym celu miał też użyć substancji łatwopalnej. Budynek sądu nie był przypadkowym miejscem, ponieważ oskarżony miał żal do wymiaru sprawiedliwości za uniemożliwianie mu kontaktu z synami. Szymon S. przez kilka lat był zupełnie pozbawiony praw rodzicielskich.
Polecamy także:
- Szczecin: Fundacja Zwierzogród zaopiekuje się dzikimi zwierzętami
- Goleniów: Chce utopić miasto w śmieciach, odwołają go mieszkańcy!



















