Tłumy zbierają się pod kościołami i łączą we wspólnej modlitwie. Francuzi sprzeciwiają się zamknięciu miejsc kultu.
Protesty rozpoczęły się w sobotę, po odrzuceniu skargi Kościoła katolickiego, który twierdził, że decyzja francuskiej Rady Państwa godzi w podstawowe prawa człowieka i obywatela. Odrzucenie skargi było argumentowane zagrożeniem epidemiologicznym i wprowadzonym w związku z nim reżimem sanitarnym.
Wielu wiernych jednak nie podziela zdania rządu. Ludzie zaczęli spotykać się pod kościołami i w innych miejscach publicznych w celu wspólnej modlitwy i wyrażenia sprzeciwu wobec zakazu sprawowania obrządków religijnych w świątyniach.
Reakcją władz była natychmiastowa. Minister spraw wewnętrznych poinformował, że uczestnicy protestów będą obciążeni karami finansowymi. Trudno natomiast wyobrazić sobie jak mogłoby wyglądać „rozpędzanie” takich zgromadzeń, bowiem nie charakteryzują się one szeroko pojętą agresją, jedynie pokojowym wyznaniem wiary.
Podczas spotkania, do którego doszło w obawie przed eskalacją niezadowolenia społecznego, przedstawiciele grup religijnych usłyszeli, że nie mogą spodziewać się udzielenia zezwolenia na obrzędy religijne przed 1 grudnia.



















