Dziś obchodzimy 128. rocznicę urodzin Maksymiliana Marii Kolbego – polskiego świętego, który dobrowolnie zgłosił się do celi śmierci w zamian za ojca dwójki dzieci.
Pobożny i przedsiębiorczy
8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli urodził się Maksymilian Maria Kolbe. Pochodził z bardzo religijnej rodziny, co mocno wpłynęło na całe jego dalsze życie. Już w wieku 13 lat wstąpił do zakonu franciszkanów wraz z bratem Franciszkiem. Trafił do seminarium duchownego we Lwowie, gdzie przybrał imię Maksymilian (rodzice nadali mu imię Rajmund).
W 1912 roku rozpoczął studia w Krakowie, skąd skierowano go do Rzymu. Cztery lata później obronił doktorat z filozofii na papieskim Uniwersytecie Gregorianum, a po kolejnych trzech latach doktorat z teologii w Kolegium św. Bonawentury.
W roku 1918 przyjął święcenia kapłańskie i wrócił do kraju, gdzie otrzymał pracę jako wykładowca historii w krakowskim seminarium. W 1922 roku rozpoczął działalność wydawniczą – jego miesięcznik „Rycerz Niepokalanej” był bardzo popularny w przedwojennej Polsce. W 1927 roku książę Jan Drucki-Lubecki przekazał mu swój majątek w Teresinie (obok Warszawy). To tam powstało religijne centrum kraju – Niepokalanów.
Od 1930 roku Maksymilian Kolbe rozpoczął działalność misyjną. Szerzył Słowo Boże w Japonii, próbował też działać w Indiach i na Łotwie.
Śmierć głodowa za współwięźnia
Zakonnik znów powrócił do Ojczyzny w 1936 roku. Powołał do życia katolicką gazetę informacyjną „Mały Dziennik” i prywatne Radio Niepokalanów, na którego antenie często sam występował. Nie bał się wygłaszać niepoprawnych politycznie komentarzy. W swoich publikacjach opowiadał się za rozwojem polskiej przedsiębiorczości.
Po rozpoczęciu działań wojennych Niepokalanów stał się szpitalem dla rannych, sierocińcem i przytułkiem dla bezdomnych. Ojciec Kolbe został za to aresztowany przez Niemców na dwa miesiące, jednak po wyjściu na wolność nie zrezygnował ze swojej misji. Nadal organizował pomoc dla ofiar i ukrywał m.in. Żydów. Angażował się też w organizowanie tajnego nauczania i warsztatów z naprawy narzędzi rolniczych.
W 1941 roku został ponownie aresztowany. Trafił najpierw na Pawiak, a później przetransportowano go do Auschwitz. Był wielkim oparciem dla współwięźniów – podtrzymywał ich na duchu i rozwiązywał konflikty. Największym heroizmem miał jednak wykazać się dopiero później.
Po kilku miesiącach pobyty w obozie doszło do ucieczki więźniów. W związku z tym zwołano apel i wytypowano 10 osób, które miały zostać skazane na śmierć głodową. Wśród nich był Franciszek Gajowniczek – mąż i ojciec dwójki dzieci. Maksymilian Kolbe wystąpił wtedy przed szereg i postanowił zastąpić współwięźnia. Swoją postawą zaskoczył nawet Niemców. Zmarł w celi 14 sierpnia 1941 roku. Do końca nie utracił wiary.
W 1982 roku został ogłoszony świętym Kościoła katolickiego.
Polecamy także:
Szczecin: Brutalny atak przy Wałach Chrobrego! 22-latek stanie przed sądem
Tragiczny wypadek pod Kołobrzegiem



















